Zaliczona Kuchnia po włosku
2011-08-11
Dzisiejszą bohaterką Zaliczonej Kuchni jest Aleksandra Król, absolwentka filologii włoskiej na UW. Autorka blogów Moja Toskania i Smaki Toskanii. Już niedługo będzie można kupić książkę kulinarną pod takim samym tytułem czyli Smaki Toskanii.
„Wracając pamięcią do lat szkolnych i studenckich zdaje sobie sprawę, że zawsze towarzyszyła mi kuchnia włoska. A na pierwszym miejscu była zawsze ona: królowa pizza! Zważając na mój obecny styl życia (same produkty bio, świeże, żadnych artykułów spożywczych z bardzo dłuuuuuuugim terminem przydatności: pełnych konserwantów, chemii itd.) nie mogę jednak zaprzeczyć, że w latach szkolnych moim ulubionym daniem była pizza w proszku!! Kupowało się takie pudełko, w środku którego były dwie torebeczki: w większej ciasto do rozrobienia w wodzie, a w mniejszej sproszkowany sos pomidorowy również do rozcieńczenia. Pamiętam, że w przygotowaniu pomagał mi mój chłopak, który mieszał sos pomidorowy dotąd dopóki łyżka nie rozgrzała się do czerwoności. Potem okres pizzy odszedł na jakiś w zapomnienie i mojemu chłopakowi przypadły do gustu tosty z żółtym serem nafaszerowane ketchupem...
W okresie studenckim dorabiałam sobie jako prywatny nauczyciel języka włoskiego. Zarobione pieniądze szły na benzynę i na pizzę. Pamiętam, że w pizzeriach prosiliśmy zawsze o dodatkowy sos pomidorowy oraz (przede wszystkim) ten czosnkowy. Myślę, że gdyby zobaczył to Włoch, to zrobiłby bardzo duże oczy ze zdziwienia!
W czasie studiów wyjechałam parę razy do szkół we Włoszech (studiowałam na Italianistyce, stąd na naukę wybierałam zawsze ten kraj). Podczas miesięcznych pobytów mieszkałam z innymi studentami i wtedy to wyżywialiśmy się sami. Prawie zawsze stawało na daniach z makaronami. Szliśmy do supermarketów (bo taniej) i kupowaliśmy kilogramowe paczki pasty oraz litry sosu pomidorowego. Czasem zamawialiśmy sobie pizze (!). W Centrum Studiów Europejskich w Pordenone jedliśmy w szkolnej stołówce. Jestem wegetarianką i jedynym daniem jakie mogli mi wtedy zaproponować były penne z sosem pomidorowym lub penne in bianco (z oliwą z oliwek). Po tym doświadczeniu przez jakiś czas odechciało mi się jeść makaronu. Z innych wydarzeń kulinarnych pamiętam, że wieczorową porą siadaliśmy w kucki wzdłuż długiego korytarza i zajadaliśmy się tym wszystkim, co każdy w danym momencie znalazł w swoim pokoju (chipsy, paluszki itd.).
Bardzo miło wspominam okres studencki i z chęcią, choćby na chwilę, wróciłabym do lat młodości (właśnie zdałam sobie sprawę, że minęło już „parę” dobrych lat odkąd zrobiłam magistra!). Ciekawa jestem, czy można jeszcze kupić tę samą pizzę w proszku i czy we wszystkich pizzeriach podają ostry sos czosnkowy?! Wciąż pamiętam jego smak.”
Aleksandra K.
Zaliczona Kuchnia 2011
Dodaj komentarz
Jeśli chcesz dodać komentarz musisz się najpierw zalogować.
zobacz wszystkie artykuły

